W zeszlym tygodniu nasza firma zaprosila dwoch kandydatow na moje stanowisko wydelegowanych przez agencje. Babka z Hiszpanii, facet z Meksyku. Jako, ze to byl moj pierwszy tydzien w pracy po chorobie nie bylam zapoznana z tematem. Udalo mi sie nawet rzucim okiem w CV.
Babka sensowna, z frontendowym doswiadczeniem, wygladalo ze pasuje. Facet wydal mi sie dziwny, zajmowal sie developerka backendu, administrowaniem serverami luínuxowymi i pisaniem aplikacji na telefony komorkowe. Nasi dwaj backendowcy odebrali to calkiem inaczej. Po rozmowie z facetem, jak na skrzydlach przylecieli zeby dac mu test i juz prawie witali go w teamie. Oczywiscie na moje 'ale', ze facet nie ma slowa o frontendzie w CV, zostalo zakrzyczane, ze przeciez uzywal mobile jquery w swoim projekcie... I ze jak ktos uzywa biblioteki napisanej w JS to musi znac JS...
No coz, chwile pozniej przezylam szok. Jakims cudem udalo im sie zaprosic oboje kandydatow nie tylko na ten sam dzien, ale i na te sama godzine. Babke posadzili przy komputerze, dali kartke z zadaniem i zaprosili faceta na interview. Patrzylam na to lekko zaskoczona. Interview w sprawie stanowiska dla webdeva przeprowadzali: project manager i dwaj backend developerzy. No coz. Doszlam do wniosku, ze tak ma byc, nie potrzebuja mnie przeciez, zeby sprawdzic pozioom wiedzy kandydata.
Babka posadzona przy tescie walczyla z linuxem, wieszajacym sie nano i myszka ergonomiczna (ktora dla osoby niewprawnej w jej uzywaniu jest koszmarem). Oczywiscie przy zapraszaniu na rozmowe nikt nie spytal o srodowisko, w jakim najchetniej pracuje kandydat, bo skoro nasi backendowcy pracuja na linuxie, to reszta swiata tez musi. Pierwsze zadanie dosc proste, ot wczytac plik csv i cos tam z danymi zrobic w php. Tylko po co frontendowcowi umiejetnosc wczytywania plikow csv w php? Niewazne. Drugie zadanie - ten sam plik csv tylko wczytac go w jquery i wyswietlic w html. Do tego nie zdazyla dotrzec. Nano zwiesilo jej terminal, trzeba bylo wszystko restartowac. Po 15 minutach panowie wrocili z rozmowy z kandydatem, posadzili go przy kompie i zabrali panienke na rozmowe.
A ja z koleznka wybralam sie do sklepu po cos na obiad. Jak wrocilam Meksykanin wciaz biedzil sie nad zadaniem, babka zniknela. Po skonczeniu pierwszego zadania kandydat trafil na rozmowe z nasza dyrektor zarzadzajaca, po czym posadzili go do drugiego zadania. Moi backendowcy byli coraz mniej szczesliwi. Poziom ich euforii siegnal gruntu w momencie, gdy facet objasniajac jak zrobil zadanie drugie rzucil haslem odnosnie jakiesj funkcji w jQuery ze on nie wie jak to dziala. Pelna zalamka.
Koniec koncow dowiedzialam sie, ze babka uciekla. Nie czula sie komfortowo z niedzialajacym linuxem i praca z backendem.
cdn...
Blog o technologiach frontend (javascript, html, css, react) oraz o tym co się zdarza w życiu informatyka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zatrudniamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zatrudniamy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 lutego 2013
niedziela, 17 lutego 2013
zatrudniamy webdeva...
Jako, ze odchodze z koncem marca z mojej obecnej firmy, wlasnie zaczela sie polka zwiazana z zatrudnieniem kogos na moje miejsce. Ale zacznijmy od poczatku.
Radosna nowine przekazalam mojemu szefowi w tygodniu poprzedzajacym swieta. Oczywiscie mailowo, bo przez 3 dni nie moglam go zlapac osobiscie. Zlozylam w sekretariacie papier, wyslalam mu maila i zadowolona usiadlam za biurkiem. 3 miesiace wypowiedzenia w perspektywie.
Pozniej byly swieta, na 3 dni po nowym roku nie bralam urlopu chcac miec go wiecej na koniec marca. Tak wiec przydreptalam do pracy i dziarsko wzielam sie za zadania z jiry. Moj szef zaprosil mnie na rozmowe, na ktorej dosc dokladnie wypytal mnie co to za firma (toz to nie tajemnica, umowe mam podpisana, to moge mu powiedziec :P), jakie warunki (i nawet nie o finanse pytal, tylko o czas pracy, bo z racji posiadania przedszkolaka w domu czasami siedze dluzej, a czasami wychodze wczesniej i gnam na zlamanie karku do przedszkola, zeby ja odebrac przed 17). W koncu padlo sakramentalne pytanie, czy moga cos zrobic, zeby mnie zatrzymac. Z lekkim usmiechem odpowiedzialam, ze chyba nie bardzo, bo juz podpisalam umowe. Przyjal do wiadomosci
Pracuje nad jednym z najwazniejszych projektow frontendowych od dosc dlugiego czasu. I jeszcze kilka miesiecy sie na to zejdzie. Projekt polega na przedarcie sie przez gaszcz warunkow w kodzie php, ktory produkuje kod html i js, i zmiane html i js na cos, co sie pieknie nazywa responsive design. Cel jest dosc prosty, bez tworzenia subdomeny dla urzadzen mobilnych dac dwa layouty w jednym. Pracy tyle, ze czasami to juz mi sie nie chce. Ale jestem na finishu, wiekszosc zrobiona. Przynajmniej dla jednej podstrony.
Na poczatku stycznia okazalo sie, ze:
a) nasz CEO znika na urlop wychowawczy do konca marca
b) nasza dyrektor zarzadzajaca wraca z macierzynskiego, ale tylko na jeden dzien w tygodniu, ale za to bedzie pod mailem i telefonem!
c) nikomu sie nie spieszy z zatrudnieniem nowej osoby na moje miejsce (przeciez maja tyle czasu).
I owszem napisalismy oferte i wywiesilsmy ja na naszej stronie. I sobie wisi, porawie w sumie niewidoczna. Moja propozycja umieszczenia oferty na LinkedIn czy innym Xing wywolala entuzjazm (co to jest 150€ za miesiac wiszenia ofertty w porownania do prowizji, jaka agencje pobieraja) i na entuzjazmie sie skonczylo.
Mamy juz luty. Poki co nie mamy zadnego konkretnego kandydata. Mimo olbrzymich kosztow dyrektor zarzadzajaca sie zlamala i dala zlecenie agencjom.
cdn...
Radosna nowine przekazalam mojemu szefowi w tygodniu poprzedzajacym swieta. Oczywiscie mailowo, bo przez 3 dni nie moglam go zlapac osobiscie. Zlozylam w sekretariacie papier, wyslalam mu maila i zadowolona usiadlam za biurkiem. 3 miesiace wypowiedzenia w perspektywie.
Pozniej byly swieta, na 3 dni po nowym roku nie bralam urlopu chcac miec go wiecej na koniec marca. Tak wiec przydreptalam do pracy i dziarsko wzielam sie za zadania z jiry. Moj szef zaprosil mnie na rozmowe, na ktorej dosc dokladnie wypytal mnie co to za firma (toz to nie tajemnica, umowe mam podpisana, to moge mu powiedziec :P), jakie warunki (i nawet nie o finanse pytal, tylko o czas pracy, bo z racji posiadania przedszkolaka w domu czasami siedze dluzej, a czasami wychodze wczesniej i gnam na zlamanie karku do przedszkola, zeby ja odebrac przed 17). W koncu padlo sakramentalne pytanie, czy moga cos zrobic, zeby mnie zatrzymac. Z lekkim usmiechem odpowiedzialam, ze chyba nie bardzo, bo juz podpisalam umowe. Przyjal do wiadomosci
Pracuje nad jednym z najwazniejszych projektow frontendowych od dosc dlugiego czasu. I jeszcze kilka miesiecy sie na to zejdzie. Projekt polega na przedarcie sie przez gaszcz warunkow w kodzie php, ktory produkuje kod html i js, i zmiane html i js na cos, co sie pieknie nazywa responsive design. Cel jest dosc prosty, bez tworzenia subdomeny dla urzadzen mobilnych dac dwa layouty w jednym. Pracy tyle, ze czasami to juz mi sie nie chce. Ale jestem na finishu, wiekszosc zrobiona. Przynajmniej dla jednej podstrony.
Na poczatku stycznia okazalo sie, ze:
a) nasz CEO znika na urlop wychowawczy do konca marca
b) nasza dyrektor zarzadzajaca wraca z macierzynskiego, ale tylko na jeden dzien w tygodniu, ale za to bedzie pod mailem i telefonem!
c) nikomu sie nie spieszy z zatrudnieniem nowej osoby na moje miejsce (przeciez maja tyle czasu).
I owszem napisalismy oferte i wywiesilsmy ja na naszej stronie. I sobie wisi, porawie w sumie niewidoczna. Moja propozycja umieszczenia oferty na LinkedIn czy innym Xing wywolala entuzjazm (co to jest 150€ za miesiac wiszenia ofertty w porownania do prowizji, jaka agencje pobieraja) i na entuzjazmie sie skonczylo.
Mamy juz luty. Poki co nie mamy zadnego konkretnego kandydata. Mimo olbrzymich kosztow dyrektor zarzadzajaca sie zlamala i dala zlecenie agencjom.
cdn...
Subskrybuj:
Posty (Atom)